|
Szukać swojej prawdy…
O religii, obyczajach, sztuce z Maciejem Świeszewskim rozmawia Adam Kamiński
Adam Kamiński: Pisze się o tobie, Macieju, jako o artyście-filozofie. Moim zdaniem jesteś na pewno malarzem religijnym w takim szerokim rozumieniu. Zakładającym, że człowiek nie jest we wszechświecie sam i przypadkowo. Poza tym w twojej twórczości występują motywy między innymi biblijne. Wypatrzyłem na twoich obrazach takie elementy jak: Wieża Babel, Ostatnia Wieczerza, Arka Noego, Ukrzyżowanie, tematy apokaliptyczne, Sąd Ostateczny, danse macabre…
Adam Kamiński: Nie ma jednak wątpliwości, że zakładasz istnienie Absolutu. Maciej Świeszewski: Absolutnie tak, przez całe życie szukałem i go szukam. To jest największa męczarnia mego życia. A z drugiej strony wydaje mi się, że to jest coś, co człowieka pobudza i w jakiś sposób napędza duchowo, intelektualnie. Życie bez Absolutu jest ubogie. Adam Kamiński: Chciałbym zapytać właśnie o twoje widzenie ludzkich kontaktów z Absolutem, Bogiem, Sakralną Rzeczywistością. Jest taki obraz, na którym widzę dwóch ludzi siedzących w czymś w rodzaju współczesnej jaskini. Jeden z nich próbuje zobaczyć źródło światła, które jest na górze, a drugi zasłania mu je, składając na jego oczach dłonie jak do modlitwy. Motyw jaskini Platona, motyw barokowy, motyw niemożności dotarcia do Absolutu, do światła… Można spytać, czy to właśnie człowiek sam sobie przeszkadza w kontakcie ze światłem?
Adam Kamiński: Widać, że jesteś jednym z tych artystów, dla których warsztat, kunszt, rzemiosło jest bardzo istotne. To też ustawia ciebie wśród tych, dla których nie jest najistotniejszy efekt kasowy, szybki i łatwy, ale przede wszystkim rezultat, z którego chyba sam przede wszystkim byłbyś zadowolony, który sprawia Tobie jako artyście, mającemu swój gust i swoje preferencje, satysfakcję. Mam wrażenie, że obrazy malowałbyś też, gdyby niewiele osób miało je zobaczyć albo nawet nikt. Maciej Świeszewski: W sumie maluję przede wszystkim dla siebie, ja nie maluję tylko dla ludzi czy na sprzedaż, wtedy zbiłbym fortunę i malował to, co wieszają – optymistyczne obrazki, które łatwo można sprzedać. Ja po prostu kocham malarstwo, które jest niezwykłą dziedziną sztuki, i najwyżej cenię sobie wolność twórczą i wolność wypowiedzi. Adam Kamiński: Sztuka jest jak piękna kobieta? Maciej Świeszewski: Może tak, ale nawet Miss Świata nie zawsze podoba się wszystkim. Nie mam zamiaru zwracać uwagi na gusta tylko dlatego, że oni nie dostrzegają tego piękna albo nie mogą go dostrzec. Kształciłem się na akademii, malowałem, jeździłem po świecie po to, żeby poznać piękno i jego różnorodność. Podróżując, zawsze zwiedzałem wystawy i muzea, aby zobaczyć dzieła w oryginale. Tak mi się ułożyło życie, że mogłem wiele podróżować, wiele poznawać, widzieć i nie odczuwam potrzeby, żeby odchodzić od świetnego warsztatu tylko dlatego, że to jest w pewnym momencie niemodne czy niezrozumiałe. To zaraz będzie modne, już jest modne… Adam Kamiński: Dla mnie dobrze widoczna w twoich obrazach jest tradycja Hieronima Boscha, pierwszego surrealisty. Wykrzywione twarze, ludzkie maski, ciemna tonacja wydają się ukazywać rzeczywistość zniekształconą, niejasną, niepełną. Maciej Świeszewski: Mnie się wydaje, że obok pięknej, wspaniałej rzeczywistości jest rzeczywistość straszna, ze śmiercią, chorobami, z działalnością człowieka, z tym, co dzieje się na świecie. Może tego na co dzień nie widać, ale jeżeli bliżej się temu przyjrzysz, jeżeli poleżysz w szpitalu, pójdziesz gdziekolwiek w miejsce, gdzie masz kontakt ze śmiercią, od czego wszyscy uciekają w tej chwili, to zobaczysz inną prawdę, która istnieje obok fascynującej, pięknej prawdy… Pamiętam zwiedzanie w wieku szkolnym Stutthofu czy Auschwitz, do końca swoich dni tego nie zapomnę. Teraz, jak przejeżdżaliśmy z dziećmi koło Krakowa, mój syn chciał wejść do Auschwitz, ja powiedziałem: „Ja tam nie wejdę”. Po prostu już wiem, że w tej chwili nie byłbym w stanie znieść tego, co tam się stało, tej masakry, tej deformacji człowieka, tego koszmarnego poniżenia. Trzeba też o tym pamiętać, ku przestrodze. Zresztą Wróblewski czy Linke, wielcy polscy twórcy, w genialny sposób to pokazali (to, że taki wielki, tak niezwykły artysta jak Linke nie doczekał się jeszcze prawdziwego opracowania, prawdziwej książki to jakaś kpina!). Adam Kamiński: Mam wrażenie, że w twojej sztuce jednym z istotniejszych tematów jest czas, ale czas widziany z perspektywy jednostki wobec wieczności. Chciałbym, żebyś spróbował pokusić się o próbę odpowiedzi na pytanie, gdzie jest w tej chwili Bóg? Co się z Nim stanie w przyszłości? Nie da się zaprzeczyć, że świat niesłychanie przyspieszył, ciągle przyspiesza i ma się poczucie zagubienia rzeczy najważniejszych.
Adam Kamiński: Czujemy, że współczesny człowiek nie ma czasu na ciszę. Z kolei bez ciszy nie jest możliwy tak naprawdę kontakt nie tylko z Bogiem, z Absolutem, ale także z sobą. Stajemy się coraz bardziej bezwolnymi lalkami w rękach nowoczesnej techniki, komunikacji, mediów, Internetu. Nie wiem, czy nie o tym jest twój obraz z ogromną małpą siedzącą nad światem. Obok stoi naukowiec, taka forma pośrednia między małym światem a wielką małpą, która jest tworem tego naukowca… Maciej Świeszewski: Chciałem pokazać na tym obrazie zadumę, kpinę z nas jako marionetek, kukiełek, lalek bezwolnych, które poddają się rygorom, i małpę, która patrzy na to wszystko w zadumie większej niż ludzie. Niż my wszyscy. Adam Kamiński: Zinterpretowałem ten obraz jako ostateczny stopień podporządkowania człowieka czemuś niższemu, głupiemu… Jakby rządził nami już nie intelekt, ale niższa istota, którą sami stworzyliśmy. Może to być znak zaplątania człowieka np. w świat mediów. Rządzi nami telewizja, Internet… Maciej Świeszewski: Człowiek wyzwolił się z niewolnictwa, a popadł w takie niewolnictwo, jakiego nigdy jeszcze nie było. Na czym nasza wolność tak naprawdę polega? To są tylko pozory, jeśli nie zapłacisz za dwa miesiące rachunków, będziesz miał wyczyszczoną kartę, to się szybko przekonasz, na czym polega wolność. Jeśli się znajdziesz na ulicy, bez środków do życia, zostaniesz wyeliminowany przez społeczeństwo. A społeczeństwo chce cały czas być w szumie, w telewizji, w Internecie, żeby tylko nie zobaczyć swojej pustki. Stąd też bierze się nowa sztuka, która przesiąkła tym wszystkim, stała się już tak pusta i tak jałowa, że właściwie nie wiem, czy to jest w ogóle sztuka… Adam Kamiński: Można zamknąć naszą rozmowę pytaniem, jaka jest w świecie, o którym mówiliśmy przez chwilę, rola artysty? Jakie stawiasz zadania dla siebie, dla kolegów? Maciej Świeszewski: Trzeba pamiętać o jednej rzeczy. Tak zawsze zresztą było, obok twórczości i sztuki istnieje działalność społeczno- Adam Kamiński: A zobowiązania społeczne? Maciej Świeszewski: Artysta nie jest politykiem, on jest od tego, żeby tworzył i realizował to, co chce powiedzieć. To jest różnica pomiędzy twórczością a produkcją. Czy każdy artykuł w prasie jest dziełem literackim? Nie jest. Artysta czasami stworzy parę rzeczy niezwykłych, a czasem nawet wielkich. Twórczość, nie oszukujmy się, nie jest od razu czymś wyjątkowym, ale wydaje mi się, że najważniejszą sprawą w życiu artysty jest spotkanie takich tematów i danie takich odpowiedzi, które są, być może, niepopularne, ale niezwykłe, i one posuwają cały rozwój duchowy człowieka. Ludzie, stykając się ze sztuką, rozwiązują różne problemy, ten kontakt owocuje w ich życiu – w ich postawach, w poglądach, w zapatrywaniach. Adam Kamiński: Wydajesz mi się człowiekiem bardzo wyciszonym, skupionym na wewnętrznych obrazach. Podstawą dobrej sztuki jest też umiejętność wsłuchania się w siebie. Maciej Świeszewski: To jest podstawa. Poruszyłeś tu bardzo ważny problem. Wsłuchiwanie się w siebie jest bardzo ryzykowne i trudne, bo można znaleźć dno, płyciznę, mieliznę i rafy. Wsłuchiwanie się tylko w głos dyktatorów mody sztuki jest bardzo fajne, wsłuchujesz się w to czy tamto i otrzymujesz gotowe, ale powierzchowne rozwiązania. Wsłuchiwanie się w siebie to jest ciężka droga. Istnieje też alternatywna droga – tworzenie naśladowcze, bez wysiłku intelektualnego i duchowego, takie przywłaszczanie osiągnięć innego twórcy. Moim zdaniem jednakże brak wsłuchiwania się w siebie jest zatrważający…
Adam Kamiński: W ogóle to jest cecha dobrej sztuki, a dla mnie też najpiękniejsze dzieła literackie są dziełami dobrze skonstruowanymi. Muszą mieć piękny język, muszą poruszać uczucia i intelekt, ale jedną z istotniejszych rzeczy jest też konstrukcja. To, żeby nie było w nich elementów przypadkowych, elementów niepotrzebnych, żeby wszystko prowadziło do ostatecznego sensu. Maciej Świeszewski: Przykładem tego jest Rękopis znaleziony w Saragossie. To jest w sumie wiedza tajemna, to jest książka oparta na kabale, ale to się dopiero odkrywa, gdy się człowiek zaczyta i zagłębi. Człowiek błądzi, szuka, ponosi klęski, porażki i to jest fascynujące. Jak nie wiem, co robić, to siadam i czytam klasyków. Wracam do tego, co najważniejsze, do Homera, do Manna czy Hessego. Adam Kamiński: Gombrowicz twierdził, że artysta, zanim zacznie tworzyć, powinien przede wszystkim zbudować swoją osobowość. Podstawową rzeczą jest własne wnętrze i z niego rodzi się sztuka, sztuka będzie jak osobowość – płytka albo głęboka, sztampowa albo oryginalna. Sztuka powinna być emanacją oryginalnego, wolnego ducha człowieka. Maciej Świeszewski: Żyjemy w świecie różnych przewartościowań. Widzimy, że tylko łatwe, lekkie i przyjemne jest akceptowalne. Wszystko, co stwarza problemy, jest czymś przerażającym. Artyści tyle wieków walczyli o to, by być wolnymi i otwartymi, a popadli w niewolnictwo, którego nigdy nie mieli. To są niewolnicy, robotnicy na usługach kuratorów. W tej chwili kurator dyktuje, co kto ma robić, wystarczy, że artysta zrobi coś wbrew niemu, to już go nie ma, ale jeśli zostanie u kuratora „w stadninie”, to się świetnie nazywa, jest zatrudniony, to ma świetną publicystykę, świetne wystawy itd. Oni są współczesnymi niewolnikami, mnie jest ich żal. Gdzie oni mają czas, żeby się zasłuchać w swoje „ja”? Nie mają czasu na nic, muszą wciąż śledzić w Internecie, czy o nich dobrze napisali, czy nie. Mnie to naprawdę nie interesuje. Ja szukam swojej prawdy, idąc swoją drogą, niezależnie od wiatrów historii i krytyki.
|
Temat najnowszego – 3 (4) 2010 – numeru „Blizy” brzmi „Po Sierpniu”.
Na blok tematyczny składają się teksty Tadeusza Stegnera „Gdyńskie strajki” i Piotra Millatiego tekst „Akcja pod pisuarem”, liczne rozmowy: Pawła Zbierskiego z postaciami z Europy (Aleksandr Milinkiewicz, Róża Thun, kardynał Miloslav Vlk, Constantin Chirac, Frederik Francois, Basil Kerski), Dariusza Dobrzańskiego z Henrykiem Wujcem, Piotra Millatiego z Jerzym Keilingiem.
Więcej...

