MIASTO Z FILMU I MORZA

 

O 0_1_0 Piotra Łazarkiewicza i Mieście z morza Andrzeja Kotkowskiego, filmach związanych z Gdynią, i o samej Gdyni rozmawiają Wojciech Boros, Marek Gajdziński, Paweł Huelle, Adam Kamiński i Piotr Millati


Plakat 0_1_0 Piotra  Łazarkiewicza, fot. z  archiwum Gutek Filmu Plakat 0_1_0 Piotra Łazarkiewicza, fot. z archiwum Gutek Filmu

Adam Kamiński: Podjęliśmy się zadania, żeby porozmawiać o filmach, w których Gdynia się pojawia, 0_1_0 i Mieście z morza, oraz o tym, jakie możliwości to miasto stwarza dla filmów i – ogólniej – dla sztuki.


Paweł Huelle:
Zacznijmy od filmów. Muszę przyznać, że kiedy obejrzałem 0_1_0, byłem rozczarowany. Można mówić o tym filmie na różne sposoby, mnie przypomniał się francuski teatrzyk Grand Gui­gnol, działający w Paryżu od XIX wieku, który specjalizował się w absurdalnych horrorach. Co minutę musi spaść topór, muszą być flaki, krew, przestępstwo, gwałt itd. Nagromadzenie okropności w tego rodzaju estetyce dawało efekt komiczny: zamiast się bać, zamiast dumać nad okropnościami życia, widownia przy każdym kolejnym trupie, morderstwie – wybuchała śmiechem. No, powiedzmy, że był to prototyp Monty Pythona. Współczesna – nie tylko polska – dramaturgia młodego pokolenia poszła mocno w tym właśnie kierunku. Ale bez francuskiego esprit i pewnego cudzysłowu tamtej estetyki. No więc mamy napisany przez scenarzystę, utalentowanego dramaturga Bizio, szereg obrazów, które pokazują nasz współczesny świat jako horror. Rodzinny, biznesowy, społeczny, narkotyczny. Horror bycia tu i teraz. Rozumiem doskonale, że dla kogoś istnienie – jako takie – może być udręką, cierpieniem, szokiem. Ale trzeba to pokazać tak, powiedzmy, jak Faulkner – z całą gamą przypadłości egzystencjalnych, psychologicznych, kulturowych, głęboko zakorzenionych w tradycji danej społeczności. Tekst Bizia to sekwencja kilku „okropnościowych” historii, bez żadnej spójni. No i bez głębi. Następujące po sobie historie usiłują nas przekonać, że żyjemy w piekle. Być może jest tak w istocie – ale artystycznie jest to nieprzekonujące. Efekt paryskiego teatrzyku Grand Guignol zostaje w tym tekście i filmie osiągnięty. Nie wierzymy jako widzowie ani w autentyczność tych narracji, ani – co gorsza – w realne cierpienie bohaterów. Mogą się tarzać na scenie, wyć przed kamerą – a my jakoś temu nie dajemy wiary. Brakuje w tym, zręcznie napisanym, tekście prawdy psychologicznej, społecznej, wreszcie – realistycznej. Piotr Łazarkiewicz – nieodżałowanej pamięci reżyser i człowiek – zbytnio chyba zaufał tekstowi Bizia. Nie wymógł na nim ani pogłębienia postaci, ani zakorzenienia w realiach naszego codziennego życia. Szkoda. Obaj artyści wyraźnie się spieszyli. A czas – to największa tajemnica sztuki. Czas dany refleksji, obserwacji, wreszcie samej kreacji.

 

Ma się poczucie pewnej  satysfakcji związanej z obrazowością  0_1_0, fot. z  archiwum Gutek  Filmu Ma się poczucie pewnej satysfakcji związanej z obrazowością 0_1_0, fot. z archiwum Gutek Filmu

Najciekawszym pomysłem na dziwną, wstrząsającą historię była w tym filmie opowieść o kobiecie, która przechowuje trupa męża. Rozmawia z nim, wchodzi w jakieś relacje i z tego można by było zrobić całą historię. Dodatkowo gdyby był przechowywany w jakimś wielkim magazynie rybnym – mielibyśmy wątek gdyński i być może dałoby się go rozbudować. A tak mamy tu film tak zwanego słusznego protestu przeciwko temu, że świat jest zły. Okropny. Jak mawiał Melchior Wańkowicz – „co zrobić, bardzo przyjemnie”. Gdynia, oczywiście, jest ładnie sfotografowana w kilku ujęciach, choć, powiedziałbym, pocztówkowych, bardzo pocztówkowych – głównie zachody słońca. Równie dobrze historia każdego z tych bohaterów mogłaby się dziać np. na Piotrkowskiej w Łodzi albo na krakowskim Kazimierzu. Gdynia nie ufundowała tu żadnych wartości dodanych jako miejsce. Z tego punktu widzenia dla mnie jej obecność w tym filmie nie ma znaczenia. Stefan Kisielewski zawsze domagał się od autorów prozy – realiów. Gęstych i mocnych, jak w Lalce Prusa. Ten postulat można rozszerzyć na film jako sztukę epicką. Tu tych realiów nie ma. Żaden z bohaterów nie jest zakotwiczony w miejscu pracy – choćby w kiosku na gdyńskim dworcu albo firmie spedycyjnej, gdziekolwiek. Gdynia jest w tym filmie przypadkową dekoracją, niczym więcej.


Marek Gajdziński:
Do scenarzysty nie można mieć pretensji. Bo on napisał historię, która nie miała, najprawdopodobniej, żadnego określenia, żadnej przestrzeni. Natomiast można się zastanowić, dlaczego reżyser postanowił umieścić tę sztukę w Gdyni.

 

Najciekawszym pomysłem  na dziwną, wstrząsającą historię była w tym filmie opowieść o kobiecie,  która przechowuje trupa męża, fot. z  archiwum Gutek  Filmu Najciekawszym pomysłem na dziwną, wstrząsającą historię była w tym filmie opowieść o kobiecie, która przechowuje trupa męża, fot. z archiwum Gutek Filmu

Wojciech Boros: Gdyńskość sprowadza się tu tylko do tego, że jak ktoś mieszka w Gdyni czy w Trójmieście, to może się bardzo sympatycznie czuć… Tu rozpoznajemy jakiś garaż albo warsztat i tylko do tego to się sprowadza… Nie ma to żadnego znaczenia, szkoda, bo można byłoby to jakoś wygrać, można by coś fajniejszego zrobić…


Adam Kamiński
: Ja mam jednak jako gdynianin poczucie pewnej satysfakcji związanej z obrazowością tego filmu, nawet jeśli dotyczy to tylko wizytówek Gdyni, miejsc dość znanych. Są one pokazane w sposób naprawdę przyjemny, skorzystano z ujęć z lotu ptaka, kamery przesuwającej się nad bulwarem. To, co sprawiło mi też dużą satysfakcję, to krótka scena w trolejbusie gdyńskim – pojeździe śmiesznym i tragicznym jednocześnie. Szkoda, że dla potrzeb tego filmu wykorzystano scenariusz dramaturgiczny na scenę everywhere, wszędzie i nigdzie. Z drugiej strony miasto, które jest pokazane pięknie, ale nie ma to związku ze sztuką.


Paweł Huelle:
Są takie filmy, wiersze, powieści, które określa się jako poezję miasta. Emanują tym czymś, pokazują niepowtarzalne. Lizbona z powieści Saramago. Gdańsk Grassa. Petersburg Dostojewskiego i… Brodskiego. Wilno Miłosza. Berlin Wandersa. Paryż Leloucha. Tutaj tego w ogóle nie ma. Co jest poezją miasta? Jego – tak jak każdej ludzkiej jednostki – niepowtarzalność. Właśnie wyjątkowość. Indywidualny charakter. Gdynia ma taką osobowość. Ale nie zostało to pokazane, odkryte, objawione. Szkoda.


Marek Gajdziński:
Dwadzieścia lat temu zajmowałem się przez chwilę biznesem, który polegał na tym, że jeździłem po wsiach niemieckich w okolicach Hamburga. Pukałem do chałupy i pokazywałem ludziom zdjęcie. Pokazywałem im długopisem: to jest wasza chałupa z satelity. Jaką ramkę byście do tego chcieli? I że tyle a tyle marek to będzie kosztowało. A oni na to – a co to takiego ta satelita? Dlaczego o tym mówię? Bo myślę, że ten film sprawia nam podobną satysfakcję jak tamte zdjęcia chłopom niemieckim. Oglądamy swoje miasto z lotu ptaka – mamy w filmie przynajmniej kilka takich ujęć – i się cieszymy. Pytanie, czy to wystarczy?


Adam Kamiński:
Drugi motyw dyskusji mógłby dotyczyć samych historii przedstawionych w tym filmie. Są to historie dość specyficzne, dotyczące obsesji zarówno dramaturga, jak i reżysera, w których głównym wątkiem scalającym jest wypadek samochodowy, w jakim uczestniczą wszystkie pary bohaterów. Można domniemywać, że ich życie się zmieniło po wypadku – ktoś umarł, ktoś został kaleką, ktoś ma uraz psychiczny i to wszystko się przenosi na partnerów, rodziny. Zmienia życie bohaterów.

 

Ćpuny, nieszczęśliwe  żony, sfrustrowani yuppies, nocne ćmy braowe - są tu wszędzie, fot. z archiwum Gutek Filmu Ćpuny, nieszczęśliwe żony, sfrustrowani yuppies, nocne ćmy braowe - są tu wszędzie, fot. z archiwum Gutek Filmu

 

Paweł Huelle: Myślę, że błąd reżysera polegał na tym, że zbyt zaufał ostremu tekstowi. Ćpuny, nieszczęśliwe żony, sfrustrowani yuppies, nocne ćmy barowe – są wszędzie. Proszę mi wierzyć – tak samo w Gdyni, Nowym Jorku, Gdańsku czy przysłowiowym Pcimiu. Co z tego wynika? Nic. Trzeba – jak Hopper – namalować nocną scenę barową z całą jej beznadziejnością – właśnie tak, aby „nowojorskość” tego obrazu wbiła nam się w pamięć. Abyśmy – już na zawsze po jej obejrzeniu – przypominali sobie, że działo się to tam, a nie gdzie indziej.


Marek Gajdziński:
Zaletą mogłaby być wewnętrzna dynamika tego filmu, ale i to pod warunkiem, że wycięłoby się pierwsze dwa epizody. One się działy dosyć wolno, za wolno na tle kolejnych, które potem tak szybko się toczyły, przez to są trochę rozczarowujące dramaturgicznie i może nawet psychologicznie nie do końca uzasadnione.


Adam Kamiński:
Poza tym nie można wytrzymać przyciężkiej tematyki. Nie ma tutaj tego, czego można się spodziewać po dobrej sztuce i czym właśnie mógłby być dobrze rozwinięty motyw męża w lodówce. Rozbicia tragizmu, kontrapunktowej zabawności. Film nużył, przytłaczał tematyką zbyt mocno.


Paweł Huelle:
Ja po prostu nie wierzę w żadne z tych nieszczęść. To jest nieprawdziwe. Sztuczne. Papierowe. Tak jak papierowe jest – niestety – w tym filmie miasto.


Budowa portu w Gdyni na planie "Miasta z morza",  fot. Wojciech Korsak/Profilm Budowa portu w Gdyni na planie "Miasta z morza", fot. Wojciech Korsak/Profilm


Adam Kamiński: Spróbujmy może przejść do Miasta z morza. Twórcy oznaczają jego gatunek jako historyczny. Jakby spojrzeć na to pod tym kątem, to tym ciekawsza jest fabuła, która dzieje się tutaj przy budowie portu i miasta. Widzimy lata 1923–1926, film kończy się w chwili uzyskania praw miejskich przez Gdynię. Pytanie na początek powinno zatem brzmieć: czy realna historia jest w tym filmie dobrze opowiedziana? Być może punktem odniesienia mogłaby dla nas być Ziemia obiecana. To jest wielki film, pewnie jeden z największych jednego z najwybitniejszych reżyserów polskich, to wysoka poprzeczka. Ale pytanie brzmi: czy jeśli ta poprzeczka jest tak wysoko, to czy faktycznie trzeba się schylać albo przeczołgiwać pod nią, zamiast spróbować ją przeskoczyć lub chociaż do niej doskoczyć? W tym filmie miało się poczucie raczej historii o niewielkim formacie, co było zapewne związane ze scenariuszem, który powstał na podstawie powieści popularnej.


Piotr Millati:
Przeczytałem tę książkę i jest to dość wierna jej realizacja. W konsekwencji tego film przejmuje wszystkie słabości tej jednak dość powierzchownej prozy, która była adresowana do masowego odbiorcy.

 

Budowa portu w Gdyni na planie  "Miasta z morza",  fot. Wojciech Korsak/Profilm Budowa portu w Gdyni na planie "Miasta z morza", fot. Wojciech Korsak/Profilm


Adam Kamiński: Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze inną warstwę filmu – językową. Dla mnie przerażająca była różnica, kiedy młoda Kaszubka Łucka mówi do przyjezdnego Jakuba Strzeleckiego czystą, aktorską polszczyzną, a z drugiej strony, kiedy próbuje odzywać się do ojca po kaszubsku. Ten język brzmi dość żałośnie.


Paweł Huelle:
Panowie! Trochę sprawiedliwości! To jest jednak pionierskie przedsięwzięcie. Swego czasu byłem wspomagającym recenzentem Pisf. W pierwszej wersji tego scenariusza widziałem słabości, ale też byłem absolutnym entuzjastą i chciałem, żeby ten film powstał. Mój główny zarzut jest taki, że reżyser, mając i historię polityczno-gospodarczą, czyli powstanie miasta, i wątek via romance, nie mógł się zdecydować, co chce pokazać. Nie potrafił skutecznie zastosować techniki kontrapunktycznej. Myślę, że to jest błąd przede wszystkim scenariuszowy. Zgnębiła mnie estetyka serialowa, to znaczy, że się wygładza pewne kanty. Scena, kiedy nacjonaliści niemieccy obrzucają pociąg polski, nie ma prawdziwej wściekłości, epickiego, historycznego realizmu. Konduktor mówi: „Nie ruszać się, spokojnie” i kanty są załagodzone. I kolejny istotny problem: nie twierdzę, że chciałbym oglądać radzieckie kino z lat trzydziestych XX wieku, jak się buduje elektrownię czy zaporę. Ale jak nosili te deski na plaży, to się śmiałem, bo tak się nie pracowało w II RP przy budowie portu. Wiem coś o tym, mój dziadek tworzył w orbicie Kwiatkowskiego Centralny Okręg Przemysłowy. Tak naprawdę to było mrowisko, straszliwy wysiłek fizyczny, tysiące ludzi, furmanek, to wszystko jeździło, przepychało się. A tu? Pokazano dramat: zabrakło pieniędzy i nie wiadomo, co będzie dalej… Ale wszystko było takie wygładzone…


Adam Kamiński:
Nierealistyczne. Obrazy przypominały budowę parafialnego kościoła na żuławskiej wsi, a nie wielkiego, morskiego portu.


Marek Gajdziński:
Wróciłbym do pytania, jak w polskim kinie przedstawić język kaszubski? No bo jeśli aktorzy będą mówili normalnie po kaszubsku (przy założeniu, że będą potrafili, bo skąd wziąć aktorów znających kaszubski, zwykle trzeba ich uczyć metodą fonetyczną, zwaną w tym środowisku „na małpę”), to Polak, który nigdy z kaszubszczyzną nie miał do czynienia, a takich jest, obawiam się, większość, bardzo mało z tego zrozumie. Ten „medialny kaszubski”, który słyszymy w filmie, jest czymś w rodzaju polszczyzny zabarwionej tylko smakiem kaszubskiej frazy i wtrąconymi od czasu do czasu dziwnymi słówkami, i ten język, wydaje mi się, większość Polaków zrozumie jeśli nie w 90%, to przynajmniej w większej jego części. Wobec tego rodzi się pytanie: czy pod coś takiego podkładać jeszcze napisy?


Paweł Huelle:
Ja bym podkładał. Kaszubszczyzny w tego typu opowieści nigdy za mało. Lech Bądkowski latami pisał o tym, że historia Pomorza jest tak naprawdę Polakom nieznana. Niby coś wiedzą – właśnie – o budowie Gdyni czy niemieckich szykanach w Wolnym Mieście Gdańsku, ale ta wiedza jest żałośnie mała. Owocuje to stereotypem „dziadka w Wehrmachcie”, a przecież Kaszubi byli niezwykłymi patriotami. Mam na myśli ich nieustępliwość wobec germanizacji, ich zmysł państwowy w dwudziestoleciu, ich hekatombę w czasie II wojny.

 

Filmowy kaszubski  rynek, fot. Wojciech Korsak/Profilm Filmowy kaszubski rynek, fot. Wojciech Korsak/Profilm

Adam Kamiński: Jak wiadomo, planuje się też rozwinięcie tego pełnego metrażu do serialu. I to zapewne także zaciążyło nad konstrukcją, wydobyciem jednych, a zostawieniem innych wątków…


Marek Gajdziński:
Porównywaliśmy film do Ziemi obiecanej, mówiliśmy, że to jest wysoka poprzeczka, że dobrze taką poprzeczkę przeskakiwać, ale najpierw trzeba wiedzieć, trzeba ustalić, gdzie jest ta poprzeczka, żeby ją przeskoczyć. Według mnie w Ziemi obiecanej chodzi o to, że to jest utwór skoncentrowany na historii ludzi i na dramatach z tym związanych, i miasto pojawia się jako tych osobistych dramatów pochodna, a tutaj jest odwrotnie. Tu mamy historię miasta w pierwszym rzędzie i do tego ludzie trochę jakby na przyczepkę, przez co film zbliża się niebezpiecznie do konwencji dokumentu – brakuje mi tu w pełni rozwiniętej sceny dramatycznej…


Paweł Huelle:
Pozornie jest to ta sama historia, chodzi o to, żeby zdobyć pieniądze, zdobyć bogactwo, swoje miejsce na ziemi, prawo do godnego, zamożnego istnienia. Ale dramatyzm Ziemi obiecanej jest prawdziwy. Co to znaczy? W każdej chwili może cię załatwić konkurencja, możesz zbankrutować. Widzimy, że Borowiecki balansuje na linie. Taki jest kapitalizm tamtej epoki. W filmie o Gdyni tego dramatyzmu nie ma. A przecież nie był to lżejszy kapitalizm. Ludzie harowali straszliwie. Jedni po paru latach dorabiali się willi i firmy spedycyjnej, inni wracali do swojej wsi z garścią drobnych. Tego drapieżnego wątku zabrakło. Mówiłem już dlaczego – to jest poetyka serialowa, wygładzone kanty. Tak jak w Plebanii czy Złotopolskich, gdzie wszyscy są zacni, a prawdziwe nieszczęścia czy niepomyślne wyroki fortuny – jeśli się zdarzą – zostaną bohaterom wyrównane.

 

Zdjęcia do "Miasta z morza" kręcono między innymi w Klukach i na Helu, fot. Wojciech Korsak/Profilm Zdjęcia do "Miasta z morza" kręcono między innymi w Klukach i na Helu, fot. Wojciech Korsak/Profilm

Marek Gajdziński: Ale zobaczcie, jaki tu mamy ciekawy paradoks z tymi dwoma przywoływanymi filmami. Zwykle jest tak, że z dobrych książek powstają kiepskie filmy, a z kiepskich książek bardzo dobre filmy się robi. A tutaj odwrotnie: Ziemia obiecana – dzieło z arcydzieła, w przypadku Gdyni zaś – przeciętny film z przeciętnego dziełka.


Piotr Millati:
Dla mnie zbyt mało było w tym filmie drapieżności walki o byt, która cechowała życie w Gdyni na początku jej powstawania, przez co ta historia jest trochę jak z czytanki szkolnej. Ale w sporej części taka właśnie jest proza Fleszarowej, która unika drastyczności, więc trudno uczynić z tego zarzut scenarzyście.


Adam Kamiński:
Nasuwa się taki wniosek, że jeśli w 0_1_0 mieliśmy nadmiar dramatyzmu, dla którego miejsce nie miało znaczenia, to w Mieście z morza odwrotnie. Mamy miejsce, mamy historię, ale pozbawioną pazura, dramatyzmu, losy bohaterów są nieciekawe, nieprzejmujące, nawet w historii romansowej Jakuba i Łucki jest od początku pewne, że bohaterka wyjdzie za mąż wbrew woli ojca.


Piotr Millati:
Jest w tym obecna idea integracji napływowej ludności z Kaszubami. Z tego połączenia ma się utworzyć nowoczesna polska społeczność. To jeden z przewodnich motywów całej książki i w pewnym sensie mit założycielski Gdyni. Niestety film, który obejrzeliśmy, nie ma w sobie mocy mitotwórczej jak choćby Lisbon Story Wima Wendersa, po obejrzeniu którego mnóstwo ludzi z całego świata pojechało oglądać Lizbonę, a szkoda!


Adam Kamiński:
Myślę, że dlatego także, że tam w ogóle nie było Gdyni jako miasta, była Gdynia jako port, czyli port budowany z rozmachem budowy wiejskiej kaplicy, i mieliśmy tam więcej krajobrazów morskich i wiejskich, polnych, w stylu Nad Niemnem. Na Boga! Nasze miasto zasługuje na o wiele lepszy film! I kiedy oglądam, dajmy na to, Popiełuszkę. Wolność jest w nas, wiem, że taki obraz jest w zasięgu polskiego kina!

 

Zdjęcia do "Miasta z morza" kręcono między innymi w Klukach i na Helu, fot. Wojciech Korsak/Profilm Zdjęcia do "Miasta z morza" kręcono między innymi w Klukach i na Helu, fot. Wojciech Korsak/Profilm

Marek Gajdziński: Pozwolę sobie zwrócić uwagę na jeszcze jeden paradoks: Gdańsk jest stary i, jak wiemy z różnych filmów, stosunkowo łatwo się tę jego starość pokazuje. Realia Gdańska sprzed stu lat nie są dla filmowców problemem, z którym nie potrafiliby sobie poradzić. Z Gdynią jest, tego przynajmniej dowodzi omawiany tu film, zupełnie inaczej – Gdynia jest miastem młodym, a mimo to bardzo trudno pokazuje się jej tak krótką przecież historię – i zamiast prawdziwej Gdyni trzeba się uciekać do scen filmowanych w Sopocie, w Jelitkowie, na Helu, kto wie, gdzie jeszcze. Można też tak to ująć: urok Gdańska jest filmowo oczywisty, wystarczy w miarę umiejętnie przejechać się kamerą po kilku starych uliczkach i od razu widać, o co tam chodzi. Z urokiem Gdyni tak nie jest, ten urok jest bardziej problematyczny – przy czym zaznaczam, że nie mówię tego po to, by wartość Gdyni dewaluować, przeciwnie, jest to przecież jedno z moich najukochańszych, obok Sopotu i Londynu, miast na świecie. Chodzi mi o to, że urok Gdyni nie rzuca się sam tak łatwo w oczy czy też w kadr, nie wiadomo nawet z góry, gdzie i w czym się ten urok kryje, i trzeba go samemu dla siebie, żyjąc tu, chodząc, załatwiając różne sprawy, odsłonić, wytropić, dopaść. To może być proces długotrwały, bardzo przy tym osobisty, nieprzekładający się łatwo na język zrozumiały powszechnie i, co za tym idzie, trudny do uchwycenia kamerą.


Paweł Huelle:
Efektem – artystycznym – filmu powinno być to, żeby widz z Portugalii czy Hamburga chciał zobaczyć miasto pokazane w obrazie. Żeby coś go przykuło, zafascynowało. Można to budować na rozmaite sposoby, także przez urodę miejsca, ale decyduje – bo na tym polega sztuka filmowa – prawda i dramatyzm ludzkich losów.


Inżynier Tadeusz Wenda (Olgierd Łukaszewicz), fot. Wojciech Korsak/Profilm Inżynier Tadeusz Wenda (Olgierd Łukaszewicz), fot. Wojciech Korsak/Profilm

Adam Kamiński: Powinna to być historia człowieka, który przyjeżdża tutaj i przeżywa przygodę związaną lub wynikającą z zafascynowania miejscem albo z innym człowiekiem, który ma silny związek z tym miejscem. Mogłaby to być historia podobna do historii bohaterów Kafkowskich, którzy chodzą i spotykają się z elementami przestrzeni związanymi z miastem, ale jednocześnie historia dramatu wewnętrznego człowieka. W Mieście z morza mieliśmy sagę rodzinną, która w dodatku rozsypuje się po trochu, a ja bym oczekiwał historii, jednej konkretnej, tragicznej, dramatycznej, komicznej historii człowieka, która dzieje się w tej przestrzeni i jest z nią sprzężona.


Piotr Millati:
Oczywiście taki scenariusz nie mógłby być zupełnie dowolny. Mit, aby powstał i utrwalił się w zbiorowej świadomości, musi być w jakimś przynajmniej stopniu wiarygodny, czyli powinien odwoływać się do tego, co pokrywa się w jakimś stopniu z nawet nikłym wyobrażeniem widzów czy czytelników o danym miejscu. Pewne sytuacje mogą się wydarzyć tylko w Pradze, inne w Nowym Jorku, a zupełnie inne w Moskwie. Uświadomiłem to sobie, gdy pewien czas temu wpadła mi w ręce książka Franio napisana przez polskiego prozaika mieszkającego w Austrii. Klimat Hrabalowskiej prozy, wraz z charakterystycznymi dla niej typami ludzkimi, został tu przeniesiony w przestrzeń polskiej prowincji. Kto zna polskie realia, nigdy nie uwierzy w bohaterów tej książki i perypetie, które im się przydarzają. Pojawia się więc pytanie: jakie historie mogą się wydarzyć w Gdyni? Czy są to historie miłosne, czy dramaty egzystencjalne, czy może polityczne?

 

Kaszubka Łucka i przyjezdny Jakub Strzelecki - przyszła para młoda, fot. Wojciech Korsak/Profilm Kaszubka Łucka i przyjezdny Jakub Strzelecki - przyszła para młoda, fot. Wojciech Korsak/Profilm

Paweł Huelle: Moim zdaniem powinna to być klasyczna historia wzrostu i upadku. Czyli takiego bohatera, który idzie w górę, pnie się siermiężnie (jak w powieściach Balzaka) na szczyty, a potem przeżywa kryzys, upada. Niekoniecznie i nie całkiem ze swojej winy. Może jego syn albo wnuk wróciłby tutaj z emigracji i próbował znowu szczęścia? Wszystko jest w scenariuszu możliwe. Chodzi o to, żeby nas przekonało. Żeby była w tym epicka prawda. Jednostkowa, ale też zbiorowa. Żeby nie było jak u Bizia – Łazarkiewicza, że wszyscy są nieszczęśliwi, no bo są narkotyki, okropne smrodliwe pieniądze, kapitalizm i w ogóle….


Adam Kamiński:
Teraz mamy w Gdyni takich kilka dni, co się tutaj chyba drugi raz przydarza, czyli jednoczesny zlot żaglowców z całego świata, pięknych, wspaniałych, i festiwal Heinekena, o którym warto wspomnieć, bo jest on jednym z ważniejszych festiwali muzycznych w Europie. Nagle Gdynia staje się czymś w rodzaju takiej stolicy Europy, gdzie na ulicach pojawia się multum ludzi, gdzie jest ciężko przejść, ale gdzie ja mam wrażenie, także sami gdynianie znowu mają poczucie tego, że jest to miasto ważne, miasto, do którego inni ludzie chcą przyjeżdżać i w którym oni sami mogą się dobrze poczuć na jakichś imprezach towarzyszących, czując się kimś w centrum. Od dziecka spaceruję po mieście i z wielką przyjemnością obserwuję, że coraz więcej ludzi, nie tylko gdynian, przyjeżdża tutaj tylko po to, żeby pospacerować po Świętojańskiej, Skwerze, 10 Lutego…


Paweł Huelle:
Ja przyjeżdżam do Gdyni z Gdańska, żeby właśnie zaznać – pardon– poczucia wielkomiejskości, no i oddechu portowego miasta. W Gdańsku tego nie ma. Port jest oddzielony od miasta daleką, niewidzialną granicą. W Gdyni – szaleństwo. Statki w centrum miasta! Knajpy na bulwarze. I ten widok spod pomnika Conrada na wzgórza. Wielka przestrzeń, zaplanowana i zbudowana modernistycznie przez naszych dziadków. Mieli, jasna cholera, wyobraźnię. Rozmach. Poczucie formy. Czuli oddech czasów, nowoczesności. I ruch – jako zasadę miasta. Jego puls. Jakby czuli, że miasto to nie grodzenie płotków, ale jakieś epickie przedsięwzięcie.


Adam Kamiński:
Ruch pieszych, ale też ruch w ogóle, również intelektualny, rozkłada się tutaj na ogromnym obszarze…


Paweł Huelle:
No właśnie. Gdynia jest niesłychanie różnorodna – mimo że taka młoda.


Piotr Millati:
Wydaje się jednak, że obecność portu ma dla Gdyni coraz mniejsze znaczenie. Jeszcze w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych widzieliśmy na jej ulicach spore grupy zagranicznych marynarzy z przybyłych tu statków. W dużej mierze tworzyli oni bardzo specyficzną atmosferę tego miasta. To się najwyraźniej skończyło. Ale nie jest to winą Gdyni. To samo stało się w Rotterdamie czy Sztokholmie. Przyczyną jest globalne zjawisko znacznego zmniejszenia się udziału portów w transporcie towarów, skrócenie czasu rozładunku i załadunku do absolutnie koniecznego minimum oraz to, że dzięki postępowi technicznemu statki są obsługiwane obecnie przez często kilkunastoosobowe załogi.


Wojciech Boros:
Współcześnie marynarze nie mają nawet czasu zejść z pokładu.


Paweł Huelle:
Guzik włącza się, wyłącza i jadą z powrotem.


Piotr Millati:
Czym niegdyś było życie miast portowych, możemy się dowiedzieć choćby z Blaszanego bębenka Grassa. W jednym rozdziałów opisany jest Nowy Port – wówczas prawdziwie portowa, a więc niebezpieczna dzielnica, codziennie zalewana przez kolejne fale schodzących ze statków mężczyzn z całej Europy, szukających niewybrednej rozrywki. Ich obecność w mieście sprawiała, że wytwarzało się całe zaplecze przeznaczone dla ich przyjęcia, a właściwie dla przejęcia ich pieniędzy. Mam tu na myśli choćby te wszystkie portowe spelunki, szulernie, bary czy pokątne domy publiczne, w których spotykali się Szwedzi, Niemcy, Finowie czy Estończycy. Przestępczość w takich miejscach kwitła, gdyż zarówno sami marynarze, jak i miejscowi kryminaliści, dla których ci pierwsi stanowili łatwy łup, bywali często bezkarni – następnego dnia po bójce z nożem ofiary lub napastnicy byli już na morzu. Nie ma już w Europie takich dzielnic. Port owszem w Gdyni, Kilonii, Bordeaux jest, ale w taki sposób jak dworzec kolejowy.


Paweł Huelle:
Być może to już przeszłość. Wszystko się zmienia. Formy żeglugi, porty... Nie ma już setek małych rybackich maszoperii, przedsiębiorstw spedycyjnych. Kumulacja, globalizacja... Ale pamiętam z dzieciństwa gdańskiego: jak chciało się poczuć zapach portu, jechało się do Gdyni. A nie do Nowego Portu – dzielnicy Gdańska. Gdynia zawsze pachniała transatlantykami, marzeniem o podróży, mączką rybną. To było coś.


Adam Kamiński:
Dla mnie symbolicznym kresem tego okresu portowego miasta było całkiem niedawno zamknięcie na skrzyżowaniu ulic Armii Krajowej i Abrahama „Sea Bull Pubu”, tradycyjnego miejsca spotkań marynarzy. Gdy się tam wchodziło, można było posłuchać języków: angielskiego, szwedzkiego, duńskiego i innych. Natomiast podobnie jak stało się z większą częścią użytkowej przestrzeni gdyńskiej w centrum, lokal zmienił się w bank, kolejny bank w centrum.


Piotr Millati:
Może odłóżmy już ten temat na bok i spróbujmy się wspólnie zastanowić, czym jest tak zwany duch miejsca Gdyni – jego esencja, która powinna być jakoś obecna w każdej fabule dotyczącej tego miasta.


Paweł Huelle:
Gdynia to najbardziej udane, spełnione – i kochane – dziecko naszej niepodległości. Naszej II Rzeczypospolitej, która – oczywiście – miała swoje grzechy, ale miała też wspaniałe sukcesy. Polacy – jak się okazuje – nie lubią sukcesów. Nie potrafią cieszyć się tym, co naprawdę może napawać ich – jak Gdynia – dumą. W ogóle to jest szerszy temat: czy fakt, że Polska stała się po II wojnie krajem w pełni morskim, wpłynął jakoś decydująco na kształt naszej kultury, mentalności? Moim zdaniem nie. Nie wypowiadam się o gospodarce – chodzi mi o coś, co określa się mianem paradygmatu kultury. Otóż on się nie zmienił. W sercu polskim nadal centrum zajmuje Soplicowo, nie doki czy nabrzeża Gdyni. Jak gdyby paradygmat nowoczesności – tak świetnie w Gdyni zrealizowany – był czymś na marginesie.


Piotr Millati:
Tak, Gdyni się nie zauważa, nie docenia. Jeśliby poprosić kogoś o wymienienie jednym ciągiem powiedzmy 10 najważniejszych polskich miast, to jest niemal pewne, że wśród nich Gdynia się nie znajdzie. To naprawdę osobliwe, jak słabo istnieje to miasto w świadomości Polaków jako znaczący organizm miejski.


Paweł Huelle:
Ale istnieje, pośród kilku jeszcze miast w tak zwanej geografii wyborczej. Chodzi mi o miasta, których mieszkańcy wybierają swoich włodarzy w pierwszej turze wyborów – bez dogrywki, miażdżącą przewagą głosów. To jest znaczące. Daje dużo do myślenia.


Adam Kamiński:
Występuje też w tych statystykach, które pokazują, gdzie ludziom żyje się dobrze. Z jakim miastem czują się pozytywnie związani. Ale to jest chyba bardziej zasługa lat ostatnich. Tego, co nasi prezydenci zrobili dla miasta, że ludziom żyje się tu dobrze.


Paweł Huelle:
Cóż. To, co lubię w Gdyni, to fakt, że historia nie jest w tym mieście terrorystą.


Marek Gajdziński:
To jest jak mała Ameryka…


Paweł Huelle:
Mało jest takich miejsc na Pomorzu, gdzie można sobie przyjechać i powiedzieć: „To jest miasto czasu teraźniejszego. Nie ma tu tego historycznego bagażu”. Tu nie przyjeżdża jakiś Niemiec, żeby zobaczyć swoje byłe mieszkanie w Twojej kamienicy. To jest rzeczywiście miasto z morza. Pozbawione kompleksów.


Adam Kamiński:
Tak, takich elementów, które sięgają do głębszej historii, chociażby w obrazie miasta, jest niewiele. To są kościółki, w których mamy tradycję, najwyżej koło stu lat istnienia… Z wyjątkiem, oczywiście, Oksywia.


Piotr Millati:
Historia Gdyni to dwudziestolecie międzywojenne. Przede wszystkim. Refleksja nad naszymi klęskami i sukcesami powinna zawsze obejmować Gdynię. Jako sukces, coś, co się nam, Polakom, naprawdę udało. Od pomysłu po materialną realizację. Bez kultu zmarłych i przegranych powstań. Bez lamentu. Za to – z otwarciem na świat, czyli morze.


Adam Kamiński:
Gdynia jako jedyne miasto trójmiejskie ma przestrzeń portową, o której mówiliśmy, że nie odgrywa już takiego znaczenia jak dawniej, ale jest to jedyne miasto architektonicznie otwarte na port.


Piotr Millati:
Praktycznie też jedyne duże miasto, które naprawdę leży nad morzem. Gdańsk jest od morza odcięty peryferyjnymi dzielnicami, Szczecin zaś leży w głębi lądu.


Adam Kamiński:
Tutaj widać założenie, że pierwotną ideą był port i on był najistotniejszy. Z niego wyrasta miasto, które jest ściśle z nim sprzężone.


Piotr Millati:
Mam odczucie, że Gdynia byłaby naturalną przestrzenią dla fabuł w ostatecznym swym wydźwięku optymistycznych. Dwudziestowieczna historia, choć kilkakrotnie pokazała tu swe kły i pazury, nie zdołała jednak naznaczyć w sposób nieusuwalny Gdyni swym tragicznym piętnem, jak to się stało np. z Warszawą, która chyba już zawsze będzie istniała w naszej świadomości w kontekście masakry powstania warszawskiego.


Adam Kamiński:
Istotne jest to, że nawet ludność napływowa, która przyjechała do Gdyni, nie przyjechała po to, żeby zająć wolne lokale, tylko żeby się wybudować i zainwestować, pracować w porcie, w stoczniach. Bo Gdynia stwarzała wiele miejsc pracy, które były cenne. Dawała jednocześnie możliwość planowania przyszłości.


Wojciech Boros:
Gdynia pokazuje też, jak mogłaby wyglądać Polska, gdyby nie wybuchła wojna… mit założycielski, który jest troszeczkę niedoceniony…, w środku, in the middle of nowhere, robimy coś. Przyjeżdża kupa ludzi, reżyserują coś, czego nie ma, i to nagle powstaje. To jest piękne, dla mnie to jest niesamowite, że to jednak było możliwe w tym kraju.

 

Dyskusja odbyła się 3 lipca 2009 roku w siedzibie Pomorskiej Fundacji Filmowej w Gdyni.


 

Komentarze 

 
#23 Thesis Writing ServiceThesisWriting
2017-07-26 11:42 | email: ftozex@outlook.com | adres ip: 176.8.88.131
Thesis Writing Service - EssayErudite.com

If you look for a trustworthy thesis writing service and want to benefit from a higher grade, your editors, proofreaders, and instructors are here to lend you a hand.
Some students afraid of hiring professional writers due to ethical issues. As a result, they fail the course due to various reasons not able to defend their degree.
You should note that there is nothing wrong with opting for a thesis writing service. EssayErudite is certainly the best place for that.
 
 
#22 Revolutional software XRumer 16.0 + XEvil 3.0 recognize ANY hard captchaFlossietak
2017-07-26 10:38 | email: flossierap@mail.ru | adres ip: 93.170.187.48
Absolutely NEW update of SEO/SMM package "XRumer 16.0 + XEvil":
captchas breaking of Google, Facebook, Bing, Hotmail, SolveMedia, Yandex,
and more than 8400 another subtypes of captcha,
with highest precision (80..100%) and highest speed (100 img per second).
You can connect XEvil 3.0 to all most popular SEO/SMM software: XRumer, GSA SER, ZennoPoster, Srapebox, Senuke, and more than 100 of other software.

Interested? There are a lot of demo videos about XEvil in YouTube.
See you later ;)


XRumer20170725
 
 
#21 Essay Paper Writing ServiceEssayPaper
2017-07-26 10:32 | email: kosgab@outlook.com | adres ip: 46.118.118.160
EssayErudite.com is the web's leading provider of quality and professional academic writing.
When it comes to essay writing, an in-depth research is a big deal. Our experienced writers are professional in many fields of knowledge so that they can assist you with virtually any academic task. We deliver papers of different types: essays, theses, book reviews, case studies, etc.
We have thousands of satisfied customers who have already recommended us to their friends. Why not follow their example and place your order today?
 
 
#20 New package XRumer 16.0 + XEvil 3.0 breaking of captchas Google, Facebook, Captcha.Com, SolveMedia, BingFlossietak
2017-07-26 05:15 | email: flossierap@mail.ru | adres ip: 93.170.187.48
Revolutional update of SEO/SMM software "XRumer 16.0 + XEvil 3.0":
captcha recognition of Google, Facebook, Bing, Hotmail, SolveMedia, Yandex,
and more than 8400 another types of captcha,
with highest precision (80..100%) and highest speed (100 img per second).
You can connect XEvil 3.0 to all most popular SEO/SMM software: XRumer, GSA SER, ZennoPoster, Srapebox, Senuke, and more than 100 of other programms.

Interested? There are a lot of introducing videos about XEvil in YouTube.
Good luck ;)


XRumer20170725
 
 
#19 New software XRumer 16.0 + XEvil solve more than 8400 type of CAPTCHAsFlossietak
2017-07-25 23:48 | email: flossierap@mail.ru | adres ip: 93.170.187.48
Revolutional update of SEO/SMM software "XRumer 16.0 + XEvil":
captchas solution of Google, Facebook, Bing, Hotmail, SolveMedia, Yandex,
and more than 8400 another subtypes of captcha,
with highest precision (80..100%) and highest speed (100 img per second).
You can connect XEvil 3.0 to all most popular SEO/SMM programms: XRumer, GSA SER, ZennoPoster, Srapebox, Senuke, and more than 100 of other software.

Interested? There are a lot of impessive videos about XEvil in YouTube.
Good luck ;)


XRumer20170725
 
 
#18 buy essayBuyEssay
2017-07-25 19:23 | email: vulcks@outlook.com | adres ip: 46.118.126.198
Buy Essay - EssayErudite.com

Where to Buy Essay Online ? Our experienced writers can boast higher degrees in addition to exceptional writing skills. You now have a great chance to buy essay papers online with only a couple of clicks.
 
 
#17 write my essay for meEssayForMe
2017-07-25 19:01 | email: yofujm@outlook.com | adres ip: 46.118.120.154
We Can Write Your Paper For You - EssayErudite.com

Can You Write My Essay for Me ? How many times do students worldwide ask this question without finding an answer?
We'd rather not check the official statistics. At the same time, essays appear to be probably among the most popular academic assignments.
Students from various education establishments need to complete them constantly. If you are among those lucky ones, feel free to contact our customer service department and opt for an essay writing help
 
 
#16 Best Essay Writing ServiceBestEssay
2017-07-25 18:13 | email: muvokm@outlook.com | adres ip: 37.115.185.101
Best Essay Writing Service at EssayErudite.com

Looking for the best essay writing service can turn into a pain in the neck especially if you are not an experienced essay buyer.
EssayErudite.com is well known among students from the USA, UK, Canada and Australia.
We provide a superior writing assistance and handle all types of academic papers ranging from dissertations and thesis statements to reviews and coursework.
Whatever the challenge is, you can always count on us.
 
 
#15 write my paperStevennub
2017-07-25 13:20 | email: xghnmb@outlook.com | adres ip: 37.115.185.193
Write My Paper - EssayErudite.com

Looking for an expert to write my paper for you? You are at the right place.
Providing superior writing service appears to be our main specialization and passion.
Our website is the best destination for every English-speaking student who calls for assistance when handling his or her daily academic tasks.
 
 
#14 New software XRumer 16.0 + XEvil break ANY CaptchaFlossietak
2017-07-25 12:41 | email: flossierap@mail.ru | adres ip: 93.170.187.48
Absolutely NEW update of SEO/SMM software "XRumer 16.0 + XEvil":
captcha solving of Google, Facebook, Bing, Hotmail, SolveMedia, Yandex,
and more than 8400 another categories of captchas,
with highest precision (80..100%) and highest speed (100 img per second).
You can connect XEvil 3.0 to all most popular SEO/SMM software: XRumer, GSA SER, ZennoPoster, Srapebox, Senuke, and more than 100 of other programms.

Interested? There are a lot of introducing videos about XEvil in YouTube.
Good luck!


XRumer20170725
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

BLIZA Nr 1 (28) 2017

MIASTO I JEGO LEGENDY

Drodzy Czytelnicy!

Marzenie o mieście idealnym towarzyszy ludziom od dawna. W Urbino podziwiać można powstały około 1470 roku obraz, który przedstawia panoramę takiego miasta. Renesansowy artysta przedstawił centrum: panteon, reprezentacyjne budynki, arkady. Idealne miasto – z ducha modernizmu – wzniesiono w Brazylii w połowie XX wieku jako stolicę tego państwa. Zadziwiającą do dziś architekturę Brasilii, jej układ przestrzenny, staranny podział dzielnic ze względu na ich funkcje – wszystko to z desek kreślarskich architektów przeniesiono na plac budowy. W miejscu urbanistycznie dziewiczym. Bez historii.
W tym numerze „Blizy” proponujemy Czytelnikom wędrówkę po miastach mniej idealnych. Ich promieniowaniu na życie, film, literaturę. Mity z nimi związane. Zapraszamy do odwiedzenia Paryża, Nowego Jorku, Sztokholmu, Dublina, Edynburga. Także Maputo w Mozambiku i sennej, prowincjonalnej Hinamizawy w Japonii. Warszawy i Trójmiasta.  Tak bardzo popularne dzisiaj określenie – miasto magiczne – nie przyświecało naszym autorom. Zostawili je w przewodnikach wraz z reklamami hoteli i tanich lotów.

Redakcja „Blizy”

Więcej...