Przemysław Kołodziej

 

 

CYFROWY EROS I LUSTRO NARCYZA – SEKS W SIECI

 


Digitalizacja ludzkiego doświadczenia objęła także sferę seksualności. Na fali wielkiej e-migracji w sieci ujawnił się także cyfrowy Eros. Po kablach modemów płyną strumienie nie tylko danych, lecz także pożądania, uwolnionych fantazmatów erotycznych, obsceny i perwersji. Nie mogąc lub nie potrafiąc zrealizować swoich pragnień w realnym świecie, oplątany kablami człowiek szuka tu bliskości, rozdarty między fikcją a pragnieniem prawdziwych odczuć i uczuć, naprzeciwko ekranu komputera, który jest oknem, lustrem i ramą fantazji.


CYBERPRZESTRZEŃ, FANTAZJA I INTERFEJS


W różnego rodzaju utworach science fiction, zarówno w literaturze, jak i filmie, już od dłuższego czasu pojawiają się wizje przyszłości, w której jest możliwe bezproblemowe przechodzenie do sztucznych światów, do których dostęp daje wysoce zaawansowana technologia. Swoisty szał na rzeczywistość wirtualną („świat różny od rzeczywistego, ale doskonale spełniający wszystkie jego funkcje”) miał miejsce na początku lat dziewięćdziesiątych. Od futurologa Arthura C. Clarke’a po ikonę amerykańskiej kontrkultury Timothy’ego Leary’ego, wszyscy zgodnie twierdzili, że nadchodzi przełomowy moment w historii ludzkości, moment całkowitego zanurzenia się w rzeczywistości wirtualnej. Miałaby ona „zaspokajać – takie były zamierzenia – eskapistyczne marzenia ludzi, ich sny o nieskończonej potędze, a nawet część pragnień i potrzeb religijnych”1. Jednak tego typu założenia okazały się – i nadal są – mocno utopijne; ze względu na bariery technologiczne oraz ograniczenia ludzkiego organizmu nie doszło (jeszcze?) do całkowitej immersji w tych sztucznych rajach, zatopienia wszystkimi zmysłami. Zamiast po wirtualnej rzeczywistości poruszamy się, jak twierdzą niektórzy, po cyberprzestrzeni, która „oznacza w zasadzie »przestrzeń informacyjną«, »zespolenie informacji cyfrowej i ludzkiej percepcji«, nie jest więc medium komunikacyjnym, a raczej przestrzenią pod pewnymi względami analogiczną do przestrzeni geograficznej” – pisze Piotr Sitarski2.

Ta nowa przestrzeń wpisała się już na stałe w horyzont komunikacyjny ludzkości, pod sieć internetu podpiętych jest ponad dwa miliardy użytkowników, jedna trzecia wszystkich mieszkańców Ziemii. Bez hełmów, bez specjalnych kombinezonów, korzystając z dużo prostszych interfejsów: komputerów domowych wyposażonych w odpowiednie oprogramowanie, z myszką w dłoni, przy klawiaturze, wpatrzeni w światła ekranów – mimo wszystko angażują się w ten nowy, wspaniały, cyfrowy świat. Wspomaga ich w tym fantazja, która jest nie tyle środkiem, co niezbędnym ogniwem sieciowej immersji: „»wirtualna« jest przestrzeń, którą widzimy na ekranie interfejsu, jest to wszechświat znaków i wspaniałych obrazów, przez które możemy swobodnie Mżeglować, jest to wszechświat projektowany na ekran i tworzący na nim fałszywe wrażenie »głębi« – w momencie, w którym przekraczamy jego próg i spoglądamy na to, co znajduje się »efektywnie« za ekranem, nie napotykamy nic poza pozbawioną sensu digitalną maszynerią”, twierdzi Slavoj Žižek3.

Ale jeśli fantazja trwa i nic jej nie przerywa, wtedy zapominamy o bitach, zerach i jedynkach, ukazuje się nam odmienna rzeczywistość, pełna cudów, dziwów i... seksu. To, że sieć ocieka seksem, nie jest dla nikogo żadną tajemnicą, lecz jeśli przyjrzeć się badaniom, liczby zaangażowanych w seksualne doświadczenia za pośrednictwem internetu okazują się faktycznie wysokie: „Trochę statystyk: 35 procent użytkowników internetu uczestniczy on-line w jakiejś formie seksualnej aktywności, masturbacji czy cyberseksie – a materiały erotyczne składają się na więcej niż jedną trzecią wszystkich pobrań z sieci [downloads]. Przynajmniej połowa użytkowników internetu ogląda pornografię, z czego na strony porno wchodzi 35 procent kobiet. »Seks” i „porno« znajdują się w piątce najczęściej wyszukiwanych wyrazów przez dzieci poniżej 18 roku życia” – szacuje Ivo Quartiroli4.

Jeden z eksponatów w Museum of Sex w Nowym Jorku, fot. cometstarmoon Jeden z eksponatów w Museum of Sex w Nowym Jorku, fot. cometstarmoon

Jill C. Manning, opisując internetową pornografię, używa sformułowania, które niewątpliwie można odnieść do ogółu seksualnej aktywności w sieci. Mówi ona o „silniku potrójnego A [Triple-A Engine]”: Accesibility, Affordability, Annonimity5. Tak więc internetowa pornotopia możliwa jest dzięki łatwości dostępu, przystępności ekonomicznej i anonimowości. Inni badacze mówią nawet o „Cyberuroku [Cyberhex] Internetu”, „na który składają się odurzenie, izolacja, integralność, niski koszt, narzucający się charakter i interaktywność, jako właściwości, które czynią z internetu wyjątkowe i potężne medium”6. Medium to umożliwia aktywne poszukiwanie doznań seksualnych i poddawanie się różnego rodzaju stymulacjom materiałów audiowizualnych, przeglądanie galerii zdjęć, oglądanie filmów czy granie w interaktywne gry o tematyce erotycznej. I wreszcie napotykamy także cyberseks – pewien rodzaj seksualnego spotkania między dwojgiem ludzi, którego wyjątkowość polega na tym, że nie ma między nimi żadnego fizycznego kontaktu, wszystko odbywa się jedynie na ekranie komputera, w przestrzeni fantazji.

Cyberseks może przybierać różne formy, zależnie od wykorzystywanej technologii. Możemy mówić o: 1) cyberseksie za pośrednictwem wirtualnej rzeczywistości, 2) cyberseksie za pośrednictwem obrazu wideo, 3) cyberseksie za pośrednictwem tekstu7. Wariant pierwszy, podobnie jak sama wirtualna rzeczywistość, należy jeszcze, o czym wspomniałem, do sfery futurologii. Dlatego głównie mamy wciąż do czynienia z wykorzystywaniem kamer internetowych do angażowania się w wideo konferencje lub wariantem tekstowym, kiedy partycypanci piszą do siebie, na przykład w specjalnie do tego dedykowanym pokoju serwisu do czatowania, w którym tekst staje się jedynym narzędziem i tłem do seksualnego spełnienia.

Niewątpliwie intrygujący jest fakt dominowania właśnie tej trzeciej formy cyberseksu, i to nie tylko ze względu na bariery technologiczne i ograniczenia przepływu danych w sieci. Raczej należy w tym upatrywać działania zasady „mniej znaczy więcej”, która zdaje się odnosić do wszelkich seksualnych stymulantów obecnych w internecie. Jeśli chodzi o obrazy, to rozwój technologii, który pozwala na jakość HD, wysoką rozdzielczość itd., paradoksalnie powoduje spadek aktywności odbiorcy i „ocieplenie” medium (przypomnijmy, że to McLuhan podzielił media na „gorące” [na przykład kino, radio, fotografia, wykłady] i „zimne” [książki, komiksy, konwersatoria], odbiorca tych pierwszych jest pasywny, te drugie zmuszają go do partycypacji). Ivo Quartiroli zauważa: „Film wideo o niskiej rozdzielczości jest bardziej absorbujący niż film w wysokiej rozdzielczości. Choć producenci porno martwią się, że telewizja HD odkryje drobne niedoskonałości w ciałach ich aktorów, prawdziwe zagrożenie bierze się z samej lepszej rozdzielczości – która prowokuje jeszcze słabsze reakcje ze strony odbiorcy [...]. Biorąc pod uwagę perspektywę neurologiczną, Patryk Vuilleumie z Uniwersytetu w Genewie odkrył, że ciało migdałowate, region układu limbicznego odpowiedzialny za przetwarzanie emocji, który aktywuje dopaminę, norepinefrynę i efedrynę, jest bardziej aktywny podczas patrzenia na rozmazane twarze niż na lepiej zdefiniowane”8.

Im więcej miejsc niedookreślonych, białych plan na mapie pożądania, tym skuteczniej mogą zostać one wypełnione przez fantazję. Wynikałoby z tego, że prymitywne pod względem technologicznym porno na kasetach wideo z lat dziewięćdziesiątych było, o dziwo, o wiele lepszym „paliwem” dla tychże fantazji niż współczesne produkcje, z obrazem ostrym jak żyleta (obrazem, który pozwala dojrzeć pory na skórach aktorów), zaś Teresa Orlowski jawiłaby się lepszym przewodnikiem po królestwie Erosa niż aktorką z Porn¬Tube (choć niewątpliwie z dzisiejszej perspektywy trzeba by wziąć pod uwagę zupełnie odmienne kanony piękna i estetyki, które raczej każą nam oceniać tamte produkcje z perspektywy historycznej...). I niewątpliwie, jeśli się zastanowić, faktycznie stare filmy tego typu przypominały „inny świat” – nie tylko biorąc pod uwagę obcość języka, którym posługiwali się aktorzy (ze zrozumiałych względów głównie niemiecki), ale także ze względu na samą charakterystykę obrazu, pełnego szumu, defektów i „chropowatego”. Lecz pomimo swoich obaw współcześni twórcy stosują proste rozwiązanie – manipulują obrazem, dodając różnego rodzaju filtry, rozmycie. Podobnie rzecz ma się z fotografiami.

Ustalenia genewskiego naukowca pokrywają się z praktyką zastaną w internecie. Dla przykładu na 4chanie (jednym z najbardziej kontrowersyjnych, a jednocześnie najbardziej popularnych forów internetowych) często pojawiają się specjalne wątki YLYL – You Love, You Lose (Zakochasz się, Przegrywasz), gdzie autor, a później kolejni forumowicze wstawiają zdjęcia (zależnie od dominującej grupy użytkowników, ale jednak głównie) dziewcząt i kobiet, a ten, kto przyzna się do zauroczenia daną dziewczyną (choć można powiedzieć – obrazem dziewczyny), przegrywa w tej grze. Wśród zdjęć dominują silnie przetworzone, „sphotoshopowane” (przekształcone z użyciem programu graficznego Adobe Photoshop lub innego tego typu). Niejednokrotnie konsternację budzi moment, w którym jakiś użytkownik odnajduje „surowe” zdjęcie osoby, która w oczach niektórych zbliża się do Afrodyty, całkowicie odmienne od tego startującego w grze, niejako „odczarowane”. Czasami jednak filtry są tak silne, że wywołują kpiące reakcje widzów (niedoskonali artyści nie tylko pozbawiają skórę defektów, ale także usuwają jakąkolwiek frakturę, tak że przypomina ona plastik).

W ten sposób buduje się hierarchia angażującej formuły cyberseksu, gdzie kamerki internetowe, nadal niedoskonałe, zmuszają do tym silniejszej projekcji uczestników spotkania w sieci, a jeszcze wyżej plasuje się czysty tekst i scena pisma, na której możliwości w tym zakresie są praktycznie nieograniczone.


ZASŁONA TEKSTU, MASKI POŻĄDANIA


W Polsce najpopularniejszymi miejscami do tekstowego cyberseksu są portale Wirtualnej Polski i Interii, które umożliwiają tego typu aktywność na prowadzonych przez siebie czatach (czat.wp.pl i czateria.interia.pl). Seks i erotyka mają tam swoje specjalne, wydzielone tak zwane pokoje, które zajmuje zawsze od kilkuset użytkowników do kilku tysięcy. Na ogólnych pokojach w kategorii „seks” jest zawsze około tysiąca internautów, do tego dochodzą pokoje tematyczne. Co ciekawe, jakby potwierdzając przytoczone wcześniej spostrzeżenia, w najpopularniejszym pokoju Czaterii tego typu, „SEX – kamerki”, większość ludzi żadnych kamer nie używa, pozostając jedynie na poziomie tekstu.

Jak pisze Nicola Döring, „zapośredniczony przez komputer tekstowy dialog staje się tekstowym cyberseksem, kiedy uczestnicy opisują sobie atrybuty ciała, werbalizują seksualne czynności i reakcje oraz udają, że wirtualne zdarzenia są prawdziwe. Podczas tekstowego cyberseksu uczestnicy nie mogą się zobaczyć, usłyszeć, powąchać, posmakować ani dotknąć. W zamian to, co często pozostaje niewypowiedziane, musi zostać przełożone na słowa”9. Ostatnie stwierdzenie jest tutaj jednym z kluczowych – owo „niewypowiedziane” coś odnosi się bowiem do różnych rzeczy. Nie tylko mowa tu o samym akcie seksualnym, o rozkoszy, lecz często także o uwalnianych, a utajonych w życiu codziennym pragnieniach. W świecie słów każdy użytkownik posiada moc kreacji tego świata, ale także autokreacji, transformacji swojego ciała, płci czy charakteru. Zdecentrowana sieć umożliwia ponadto, a w pewien sposób wymusza, płynność tożsamości jej uczestników, którzy za każdym razem mają możliwość wcielenia się w kogoś innego, stojąc za zasłoną anonimowości.

 

Moje zdigitalizowane ciało, skulone i blade, kiedy moje palce przebiegają po klawiaturze, aby połączyć się z FurryMUCK, przeciąga się i rozpromienia, gdy tymczasem ostatnia litera hasła zostaje wprowadzona. Och, ale w jakim jestem nastroju? Lista moich postaci, którą mam obok siebie, uwzględnia osobowości, które w żaden sposób nie przypominają mojej. Jest „Alieen”, ma ostry język, odnosi się do wszystkiego z rezerwą, ma też silne ego i wypiera swoją seksualność. Jest „Tracy”, wieczna szesnastka, napalona, zuchwała blondyna, pełna chichotu i licealnego poglądu na życie. Jest „Tate”, smukły homoseksualista z delikatnymi oczami i ciotowatym, uszczypliwym, zalotnym usposobieniem. Jest „Kari”, młoda kobieta, która odkrywa swoją uległą stronę, naga, z zestawem kajdanek na nadgarstkach, którymi anonsuje swoje poszukiwania.


W cyberprzestrzeni mogę stać się którąkolwiek z tych osobowości za naciśnięciem klawisza, jak w doskonałej maskaradzie.10

Autorka tego fragmentu opisuje chwile tuż przed włączeniem się do tekstowej gry RPG FurryMUCK, powstałej w latach dziewięćdziesiątych i istniejącej do dzisiaj, która słynie z tego, że skupia fanów furry (antropomorfizmu – a więc odgrywanie postaci idzie tutaj jeszcze dalej niż zwykła zamiana płci!), środowisko tej gry jest skupione głównie na cyberseksie. Pomimo specyficznego charakteru tego miejsca, główny mechanizm pozostaje taki sam, jak na czacie WP, choć czaty w odróżnieniu od innych tekstowych środowisk są bardziej uproszczone – uczestnicy sami muszą stworzyć swoją scenę fantazji, świat, w FurryMUCK czeka już jakaś gotowa e-kraina. Niemniej i tu, i tu użytkownicy poddają się maskaradzie i uczestniczą w budowaniu opowieści, uwikłani w erotyczne dialogi.

Czat Wirtualnej Polski Czat Wirtualnej Polski

Czatujący mają do wyboru całkiem różne scenariusze, właściwie dowolne, powstrzymują ich przecież tylko granice własnej fantazji. Spotkanie w biurze, domek nad jeziorem – czemu nie. Czasami jednak bardzo konkretnie unikają fabuły, wolą „tu i teraz”, co przekłada się na różne style prowadzenia narracji. Miłośnicy fabuł mogą pisać na przykład: „Jesteśmy w salonie. Zachodzi słońce. Masz na sobie kwiaciastą sukienkę”, ale równie dobrze ci bardziej „antyfabularni” coś w stylu: „zdejmij stanik, pomasuj pierś” itd., może także wystąpić narracja trzecioosobowa: „podchodzi do ciebie i całuje cię w policzek”, w odniesieniu do odgrywanej przez siebie postaci. Podczas dialogu użytkownicy mogą udzielać sobie zwrotnych informacji, dzieląc się kontrolą nad opowieścią lub oddając ją drugiej stronie całkowicie. „Fakt, że wirtualne czynności są czysto dyskursywne, dostarcza nam [...] sposobności do celowej transformacji ich przebiegu lub reinterpretacji ich znaczenia w taki sposób, aby kreatywność i sztuka ubierania w słowa pomagały w kreowaniu rzeczywistości tworzonej przez równych sobie”11.

Z powyższej konstatacji wyłaniają się następne. Po pierwsze, sieć umożliwia wolną eksplorację swojego pożądania, także w takich warunkach, kiedy na przeszkodzie w rzeczywistym świecie stoją czynniki ekonomiczne, kulturowe czy psycho-fizyczne. Mężczyzna ze skłonnościami homoseksualnymi może obawiać się braku akceptacji swojego środowiska, sieć umożliwia mu odkrycie siebie i zapewnia bezpieczeństwo anonimowości. Osoba z wysokim stopniem niepełnosprawności, odstająca od kanonów atrakcyjności w danej kulturze, czy wreszcie osoba mająca problemy z poznawaniem potencjalnych parterów w realnym życiu ze względu na swoją nieśmiałość lub inne zahamowania, może zdefiniować się na nowo, wykreować w cyberprzestrzeni i realizować się w tak zapośredniczony sposób. Quartiroli przytacza tutaj casus „cyberdziewic”, kobiet z kultur azjatyckich i muzułmańskich, w których to przypadku osiągnięcie pewnego wieku (trzydzieści, czterdzieści lat) tworzy dodatkową barierę w relacjach damsko-męskich, coraz trudniej poznać potencjalnego partnera, barierę, która praktycznie nie ma znaczenia w internecie.

Po drugie, seks w sieci pozbawiony jest większej części zagrożeń i problemów towarzyszących mu w świecie realnym. Choroby weneryczne, AIDS, ryzyko zajścia w ciążę, przemoc fizyczna, wszystko to pozostaje poza sztucznym światem. Nie oznacza to, że można czuć się w sieci całkowicie bezpiecznie, że nic nie zagraża ludzkiej godności. Także w cyberprzestrzeni pojawiają się wykroczenia i cała gama cyberprzestępców, którzy szukają ofiar do nękania lub wykorzystania. Lecz tutaj można stwierdzić kolejny fakt – sieć zapewnia szeroki wachlarz metod, aby uniknąć bądź oddalić od siebie widmo wiktymizacji, szczególnie w przypadku tekstowej formy cyberseksu:

 

Jeśli wpiszę: „zdziera z ciebie twoją koszulkę”, a ty mnie zignorujesz albo napiszesz „pstryka palcami i koszulka znowu się pojawia”, odrzucasz rzeczywistość, w którą próbowałam cię wtłoczyć. Jeśli ktoś napisze: „popycha cię na ścianę”, ja mogę odpowiedzieć: „a ona zmienia się w motyla i odlatuje” albo mogę się wylogować. Mimo że przystań, jaką zapewnia cyberprzestrzeń, nie może cię ochronić przed emocjonalnym wpływem takiego osobnika, przynajmniej pozwala ci na ucieczkę od niego – daje wybór, aby go zignorować, nie zwracać na niego uwagi; przycisk wyjścia, komendę wyjścia; zdolność do transformacji w motyla i odlecenia.12


Jak zawsze, także i w tym przypadku istnieje druga strona medalu. Patrząc na uwikłanie w cyberseks z krytycznego stanowiska, można mu zarzucić, że owszem, umożliwia częściowe zaspokojenie potrzeb, ale z drugiej strony izoluje swoich uczestników i tym bardziej oddala ich od rzeczywistego doświadczenia. Filozof Emmanul Lévinas twierdził, że spotkanie z Innym zaczyna się od spotkania z jego twarzą, że dopiero „spotkanie Twarzą w Twarz znosi anonimowość i obcość uczestniczących w aktach komunikacji, sprawia, że wspólnie podejmują odpowiedzialność za przebieg swoich spotkań, uwiarygodniają się w niej wobec siebie jako równi”13. W spotkaniu w sieci chowamy się za jakimś tekstowym czy graficznym awatarem, który nas reprezentuje, twarz niknie za maską, jak to powiedziała Claire Benedict, „w doskonałej maskaradzie”. Zresztą sama maska ma zawsze ambiwalentny – i co ważne, podkreśla Žižek – nieredukowalny charakter. Wszystko zależy od tego, czy mamy do czynienia z projekcją-identyfikacją, czy z identyfikacją symboliczną. W pierwszym przypadku odgrywamy rolę kogoś, kim w rzeczywistości nie jesteśmy (odważnego twardziela, wulgarnego erotomana), w tym drugim przypadku maska „jest bardziej prawdziwa i bardziej wiążąca niż prawdziwa, kryjąca się pod nią twarz”14 – oszukujemy innych, pokazując im, że to tylko maska, chociaż sami stajemy się tą maską (a raczej już ¬wcześniej nią byliśmy, jedynie dokonaliśmy wyparcia, teraz jedynie wynosimy tę maskę-niemaskę na powierzchnię).

Cyberprzestrzeń „konfrontuje nas w możliwie najbardziej radykalny sposób z odwieczną tajemnicą przeniesionych/wypartych emocji”15. Prowadzi to do różnych sytuacji, na przykład mężczyzna, który przed dłuższy czas udawał kobietę w internecie, w końcu doszedł do wniosku, że chce przejść operację zmiany płci i zostać prawdziwą kobietą. W tym miejscu, gdzie wszelkie kulturowe tabu, zakazy itd. zostają porzucone, stajemy się całkowicie nieskrępowani i wolni, lecz co się wtedy okazuje? Paradoksalnie dochodzi do tak zwanej represywnej desublimacji (Marcuse, szkoła frankfurcka) – „wszechświat uwolniony od codziennych zahamowań okazuje się wszechświatem niczym niepohamowanej sadomasochistycznej przemocy i woli dominacji”16. Przegląd uczestników czatu WP pozwala wychwycić takie przykładowe nicki: „cyb_mamo_wsadź_mi_wibrator”, „cyb_syn_wyliże_dupę_wulg_mamie”, „cyb_ona-zgwałć_mnie,_potem_córkę”. Co więcej, seksualna wolność staje się brzemieniem, od którego nie daje się w sieci uciec...


ROZKOSZUJ SIĘ (SAM/A)!


„Ty”, czyli monada, okładka magazynu „Time” z przełomu 2006/2007 roku „Ty”, czyli monada, okładka magazynu „Time” z przełomu 2006/2007 roku

Odpowiadając na trendy współczesności, magazyn „Time” ogłosił w 2006 roku, w corocznym plebiscycie, że Osobą Roku jest „Ty”. „Ty”, czyli każdy podpięty do sieci użytkownik komputera. Okładka numeru nie przedstawia jak zwykle czyjejś podobizny, lecz klawiaturę i ekran (ta część powierzchni została wykonana ze srebrzystego materiału, w którym każdy mógł zobaczyć siebie). Podpis na okładce głosił: „Tak, ty. Kontrolujesz wiek informacji. Witamy w twoim świecie”. Na pierwszy rzut oka jest to docenienie każdego anonimowego internauty, który przyczynił się do powiększania zawartości sieci, Wikipedii, YouTube, Facebooka itd. Jednak jak zauważa przekornie Slavoj Žižek, „Pierwszą i najbardziej oczywistą ironią jest to, że okładka »Timesa« nie przedstawia innych, z którymi czytelnik miałby współuczestniczyć w bezpośredniej interakcji, ale jego własne odbicie”17, tym samym „Można by uznać, że typowy współczesny użytkownik Sieci, przesiadujący samotnie przed ekranem komputera, jest w coraz większym stopniu monadą, której dostępne są tylko wirtualne symulakra, zaangażowaną zarazem, wbrew wszystkiemu, w globalną sieć komunikacji”18. To zaś generuje kolejne problemy i pytania.

Sieć pozwala zaspokoić, przynamniej w jakimś stopniu, ludzkie pragnienia, ale czy pozwala na pokonanie samotności? Czy wypełnione użytkownikami erotyczne czaty nie przypominają de facto wielkiego zbiorowiska onanistów? Wszak nigdy tak naprawdę nie mamy gwarancji, że po drugiej stronie ktoś jest, a jeśli nawet jest, nie mamy pojęcia, kto to. Znane z różnych akcji antypedofilskich sceny spotów filmowych, kiedy dorosły mężczyzna podaje się za dziecko w sieci, dotyczą tak naprawdę każdego wirtualnego spotkania. Można by tę sytuację doprowadzić do absurdu, gdzie dwóch czterdziestolatków rozmawia z sobą, udając rozpalone dziewiętnastolatki. Piotr Sitarski pisze, że „Zasadnicze pytanie dotyczy aktorów komunikacyjnego spektaklu: Kto z kim się komunikuje i kto decyduje o przebiegu tego procesu”. I konstatuje: „Główny problem ma ogólniejszy charakter, odnosi się bowiem do komunikacji uczestnika ze środowiskiem, które go otacza. Jedno rozwiązanie tego zagadnienia stwierdza, że w gruncie rzeczy mamy do czynienia tylko z pojedynczym aktorem, którym jest uczestnik rzeczywistości wirtualnej. W trakcie seansu prowadzi on dialog sam z sobą, wspierany przez nowoczesną technikę”19.

Jest to radykalna koncepcja, która ujawniałaby narcystyczny rys obecny w akcie sieciowej komunikacji, szczególnie w aktywności seksualnej. Lecz pamiętając o wstępnych uwagach na temat fantazji i interfejsu, nie możemy pominąć jakże trafnego spostrzeżenia Jeana Baudrillarda, które odnosi się do mitu Narcyza: „Otóż w micie Narcyza lustro nie pojawia się po to, by Narcyz mógł w nim odnaleźć ucieleśnienie ideału, chodzi bowiem o to, że lustro nie posiada głębi, że jest jakby otchłanią powierzchni, która uwodzi i przyprawia o zawrót głowy tylko dlatego, że każdy gotów jest dać się pochłonąć”20. Czyż nie jest to idealna metafora cyberprzestrzeni i ekranu-lustra? Internet jest integralnym składnikiem ponowoczesnej „ekstazy komunikacyjnej”, nieustannie bombardując nas informacjami, obrazami – i seksem. Tak naprawdę nie trzeba wyszukiwać stron porno, erotyka atakuje nas w reklamach, w niechcianym mailowym spamie, podczepia się pod darmowe strony, zapewniając im utrzymanie, wdziera się, gdzie tylko może.

Cybersex, fot. maha-online Cybersex, fot. maha-online

Ten panseksualizm w pewnym sensie nas więzi, podobnie jak możliwość nieskończonych sieciowych wyborów. Reklamowe hasło Microsoftu „Dokąd chcesz dzisiaj iść?” (na przykład w reklamie Windows 9821) stało się nie zachętą, lecz przymusem. Sieć jest bezkresna, nieustannie powiększa swoją zawartość, dokąd chcesz iść? No dalej, idź! Na podobnej zasadzie działa cyberseks i cyberporno. W permisywnej rzeczywistości super ego nie oznacza już instancji każącej, która trzyma nasze fantazje pod kluczem. Przeciwnie, jesteśmy bombardowani nieustannymi nakazami rozkoszowania się. Niektórzy się uginają i... przepadają. „Cyberseks może łatwo przeistoczyć się w uzależnienie. Kiedy już zdobędziemy obiekt naszych pragnień, to osiągnięcie staje się bezwartościowe, ponieważ egotyczny umysł [ego-mind] jest zainteresowany tym, co jeszcze nie zostało osiągnięte. Jako że umysł – i Sieć jako jego rozszerzenie – może tworzyć nieskończone obiekty pożądania, możemy łatwo zostać pochwyceni w przymus powtarzalności”22. Kiedy włoski badacz opisuje dobroczynne efekty cyberprzestrzeni dla azjatyckich kobiet, nie powinno nam umknąć uwadze, że te „cyberdziewice” nadal pozostają dziewicami, z tym że zamiast pasa cnoty oplatają je kable modemów. Uwikłane w cyberseks po pewnym czasie rezygnują z poszukiwania realnego partnera z krwi i kości. „Te kilka spotkań, które odbyła (jeśli w ogóle jakieś), rozczarowały ją. Pozostając w wirtualnym świecie, może kontynuować karmienie snu odnalezienia jej księcia i uniknąć niebezpieczeństwa złamanego serca”23. Jeszcze bardziej bezlitosny w odmalowywaniu współczesnej przestrzeni seksu i uwodzenia jest Michel Houellebecq, w jego powieści nie ma już nawet tej iluzji, którą można by karmić cyberprzestrzeń. Od strony Europy, od strony męskiej, dla głównego bohatera Platformy krajobraz relacji damsko-męskich jawi się skrajnie pesymistycznie:


Uwieść kobietę, której się nie zna, potem pójść z nią do łóżka, to wszystko jest przeważnie powodem konfliktów i nieporozumień. Jeśli zważyć, ile nudnych, męczących rozmów trzeba przeprowadzić, zanim się zaciągnie dziewczynę do łóżka, i że ta dziewczyna okazuje się w większości przypadków nieudaną kochanką, zawraca potem dupę, opowiadając o swoich kłopotach, o byłych narzeczonych [...] – no i oczywiście trzeba z nią zostać co najmniej do rana, łatwo pojąć, że mężczyźni wolą unikać tych wszystkich trosk i zapłacić niewielką sumę. Będąc już w pewnym wieku, mając już pewne doświadczenie, wolą unikać zakochiwania się, łatwiej jest iść na kurwy [...]. Tak się dzieje w najlepszym wypadku: iść do łóżka z kurwą to jeszcze zachowanie jakiegoś choćby minimalnego kontaktu ludzkiego. Inni uważają, że najłatwiej jest onanizować się, podłączając się do różnych erotycznych portali w Internecie albo oglądając filmy porno. Mały wytrysk i po sprawie, święty spokój.24


W sieci i na czatach wyraźnie zaznacza się także obecność ludzi, którzy korzystają z formuły cyberseksu, pozostając w formalnych związkach. Bycie parą to przede wszystkim ciężka praca dla obu stron, partnerka może nie mieć ochoty na seks, partner może być zmęczony, mieć zły dzień, być chory, a cyberprzestrzeń czeka, oferując łatwe zaspokojenie. Na spotkaniu Amerykańskiej Akademii Prawników Matrymonialnych w Chicago, Illinois rozważano wpływ internetu na przypadki rozwodów i separacji. Statystyki za rok 2001 pokazały między innymi, że w 68 procentach spraw jedna ze stron poznała nowego partnera przez internet, w 56 procentach jedna ze stron obsesyjnie interesowała się stronami pornograficznymi, w 47 procentach jedna ze stron spędzała zbyt dużo czasu przed komputerem, a w 33 – na komunikacji w pokojach do czatowania25. Nadal trwają debaty nad tym, czy cyberseks i inne formy erotycznej aktywności w cyberprzestrzeni są zdradą, czy nie.

Przemiany nie dotyczą tylko sfery relacji społecznych czy etyki, sięgają głębiej, prosto w biologię. Minęły czasy, kiedy przemycenie magazynu porno przez grupę niedojrzałych wyrostków lub niespodziewane odkrycie „świńskiej” kasety wideo gdzieś w szafie stawało się epokowym wydarzeniem, a odkrywanie zawartości medium odbywało się z mieszaniną strachu i wstydu (niejednokrotnie napotykane po latach te same materiały budziły co najwyżej uśmiech politowania). Obecnie najczęstszym zjawiskiem jest przestymulowanie, to z kolei prowadzi do reakcji obronnych mózgu, który zmniejsza swoją czułość na dopaminę, i na przyjemność, tak więc uzyskanie podobnego efektu wymaga zwiększenia bodźców.


Zacząłem oglądać porno, kiedy miałem 11 lat. Od razu się wciągnąłem i spędzałem godziny na oglądaniu porno. Po prostu widok nagich piersi wystarczył, żebym miał orgazm. Ale szybko pojawiła się desensualizacja, i zacząłem wyrabiać w sobie fetysze, żeby osiągać taką samą satysfakcję z porno. Zaczęło się od różnych grup etnicznych, potem lesbijek, potem sportów wodnych, potem skatologii/zoofilii/BDSM/transeksualizmu, a potem dowolnej kombinacji powyższych, żeby stworzyć najbardziej chore porno z możliwych. Pamiętam, jak siedziałem w szkole i fantazjowałem o chorym porno, którego miałem zamiar szukać w nocy.26


Tyle u dzieci, u dorosłych zaś – problemy z erekcją i spadek zainteresowania realnym seksem. I mimo że są to oczywiście przypadki skrajne – nie każdy, kto styka się z internetowym porno lub cyberseksem, staje się uzależniony – oznaką naszych czasów jest fakt, że kiedy naukowcy na Uniwersytecie w Montrealu w 2010 roku chcieli przebadać odsetek mężczyzn oglądających pornografię, musieli zmienić założenia badawcze – okazało się, że nie są w stanie odnaleźć takich, którzy tego nie robią. Tym samym zainteresowali się kwestią pierwszego kontaktu z tego typu materiałami, i podobnie jak w przytaczanym powyżej przykładzie, ustalili go w niektórych przypadkach na dziesięć lat27.

Sieć dała nam wiele możliwości i otworzyła przed nami nowy świat. Jednak medium internetu pozostaje przede wszystkim narzędziem, i jak każde narzędzie, nie od niego zależy, jak zostanie wykorzystane. Sztuczne raje nęcą zza cyfrowego horyzontu, oferują wolność i przyrzekają dać nam to, czego brakuje w codziennym życiu. Dla niektórych pokusa okazuje się tak silna, że niczym Narcyz pochylają się nad połyskującym lustrem ekranu i nieruchomieją. Snują fantazje, które trwać mogą dopóty, dopóki człowiek godzi się je podtrzymywać. Cyfrowy Eros jest jednak tylko widmową kopią boga miłości, jego darom brakuje substancjalności i kiedy projekcja się kończy, okazuje się, że człowiek jest nadal sam – ze swoim tragicznym pożądaniem.


PRZYPISY

1 P. Sitarski, Rzeczywistość wirtualna, w: Nowe media w komunikacji społecznej w XX wieku. Antologia, projekt i red. nauk. M. Hopfinger, Warszawa 2005, s. 392.

2 Ibidem, s. 397.

3 S. Žižek, Przekleństwo fantazji, przeł. A. Chmielewski, Wrocław 2001, s. 188.

4 I. Quartiroli, The Digitally Divided Self. Relinqushing our Awarness to the Internet, Milano 2011, s. 37.

5 J. C. Manning, The Impact of Internet Pornography on Marriage and Family: A Review of the Research, „Sexual Addiction & Compulsitivity” 2006, No. 13

6 D. L. Delmonico, E. J. Griffin, J. Moriarty, Cybersex unbooked: A workbook for breaking free from compulsive online sexual behaviour, Center City 2001, cyt za: ibidem.

7 N. Döring, Feminist views of Cybersex: Victimisation, Liberation and Empowerment, „Cyberpsychology & Behaviour” 2000, Vol. 3, No. 5.

8 I. Quartiroli, op. cit., s. 76.

9 N. Döring, op. cit.

10 C. Benedict, Tinysex is Safe Sex, „Infobahn Magazine”, June 1995, cyt za: http://www.hayseed.net/MOO/tinysex_is_safe_sex.html (21.08.2012).

11 N. Döring, op. cit.

12 C. Benedict, op. cit.

13 P. Celiński, Interfesjy. Cyfrowe technologie w komunikowaniu, Wrocław 2010, s. 147.

14 S. Žižek, Przekleństwo fantazji..., s. 209.

15 Ibidem.

16 Ibidem, s. 207.

17 S. Žižek, Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa, przeł. A. Górny, Warszawa 2010, s. 36.

18 Ibidem.

19 P. Sitarski, op. cit., s. 398.

20 J. Baudrillard, O uwodzeniu, przeł. J. Margański, Warszawa 2005, s. 68.

21 Zob. https://www.youtube.com/watch?v=Jij5Nzh2Sj4 (21.08.2012).

22 I. Quartiroli, op. cit., s. 84.

23 Ibidem, s. 83

24 M. Houellebecq, Platforma, przekł. A. Daniłowicz-Grudzińska 2004, Warszawa, s. 149.

25 J. C. Manning, op. cit.

26 Cyt za: M. Robinson, G. Wilson, Cupid’s Poisoned Arrow, „Psychology Today”, http://www.psychologytoday.com/blog/cupids-poisoned-arrow/201110/why-shouldn-t-johnny-watch-porn-if-he-likes (21.08.2012).

27 Przytaczam za: I. Quartiroli, op. cit., s. 85.


 

Komentarze 

 
#2 CYFROWY EROS I LUSTRO NARCYZA – SEKS W SIECIKristeen
2014-06-30 13:28 | email: kristeenteakle@zoho.com | adres ip: 79.133.217.242
With havin so much content and articles do you ever run into any issues of plagorism or copyright
infringement? My blog has a lot of exclusive content I've either authored myself or outsourced but it seems a lot of it
is popping it up all over the web without my permission. Do you know any ways
to help stop content from being stolen? I'd certainly appreciate
it.

Visit my blog post :: najlepszy Krem pod oczy (krempodoczy.Twoj-makijaz.pl: krempodoczy.twoj-makijaz.pl)
 
 
#1 Cybersex-czatyjolka
2013-07-19 23:11 | email: bird1313@wp.pl | adres ip: 178.26.234.98
Weszłam na czat raz w życiu mając prawie 50 lat.Pracowałam za granicą i bardzo chciałam mieć tani kontakt z koleżnką .Jeszcze w polsce przed wyjazdem uczyła mnie jak to się robi.Więc weszłam w ten głupi czat-żebyśmy mogły popisać.W tym czasie otwierały mi się jakieś okna -panowie konkretnie.To były początki.Bo byłam zielona w tym temacie jak dziecko.I tu właśnie poznałam obecnego męża.Pobraliśmy się szybko-bo starsznie mu się spieszyło do ślubu-och jaki zakochany ( a ja idiotka w to uwierzyłam.Myślałam,że facet jest naprawde w porządku ,inteligentny ited, itp.
a
Ale oakzało się ,że to zwykły zbok internetowy,wci ąż mu sprawdzałam komputer kiedy wracałam do domu-a on zboczeniec wiecznie wertuje strony w necie i SZUKA SZUKA.
W każdym bądż razie okazuje się ,że facet woli sex z panienkami w necie jak na w realu.
To chore moim zdaniem.
Nie dziwie się młodym- bo uczą się tego i owego.
Ale starzy faceci?
Czemu świat tak zwariował?
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

BLIZA Nr 3 (20) 2014

KULTURA KUCHNI

W 3 (20) 2014, numerze „Blizy” zatytułowanym „Kultura kuchni” piszemy o sztuce kulinarnej jako nośniku i znaku szerszej kultury. Kuchnia, która z jednej strony przynależy do najbardziej powszechnej sfery, ścisłego profanum naszego istnienia, z drugiej strony może w doskonały sposób opowiedzieć o ludzkiej duchowości.  
Zmienność historyczna i geograficzna kuchni jest ogromna, podobnie jak jej podatność na globalizację. W każdym miejscu i czasie kultura kulinarna funkcjonuje na różnych półkach. Kuchnia pozostawia też trwały ślad w literaturze, malarstwie, filmie i innych formach sztuki. Równie dobrze, jak poprzez analizę innych dziedzin sztuki, także na podstawie kuchni możemy określić cechy narodów, społeczeństw, grup, jednostek. Nie możemy pominąć przy tej okazji także obecności tego tematu w telewizji. Jak w dobrej książce kucharskiej – przy okazji tego tematu – spróbujemy określić składniki, z których jako mieszkańcy różnych narodów i kręgów kulturowych – dziś się składamy. Na łamach okrągłej, dwudziestej, Blizy o kulinariach opowiadają m.in.: Piotr Adamczewski, Robert Makłowicz, Paweł Huelle, Adam Wiedemann, Andrzej Grzyb czy Monika Samsel-Chojnacka, nie zabraknie też „Kuchennych egzekucji Magdy Gessler”.
Więcej...